
„Flexitarianin” – termin użyty na zaprzyjaźnionym anglojęzycznym blogu o profilu podobnym do ZM – oznaczający kogoś, kto przychylnie patrzy na dietetyczne wybryki wegetarian i sam spróbowałby mięsa nie jeść, ale „nie czuje się jeszcze gotowy” i jednak okazjonalnie potrawy krwiste jada. I jest to chyba postawa względem mięsa najtrudniejsza bo ani to, ani tamto – ani satysfakcja, ani lepsze samopoczucie a może jeszcze wyrzuty sumienia, że „się zjadło”. Taki wiecznie rozdarty nikotynista na pozornym odwyku.







