
szczególnie nam bliskie. Rowery marki Schwinn bez wątpienia do nich należą. Oboje mamy podobne, turystyczne modele. Bartek bił na nim rekord swojej wytrzymałości (z Warszawy do Pińczowa w jeden dzień – 260 km) no a ja też, tylko mniej spektakularnie (110 km). Rowery były poddawane próbom żelaznym – jako środek lokomocji dla kuriera i licznych przesyłek, zimą na solonych warszawskich drogach, jako rowery ciężarowe, przewożące nasze bagaże na miesięczny wypad. Jeden padł nawet łupem złodzieja i cudem do nas powrócił. Są więc rowery i Rowery.







