Robaczkowa farma

Kolejna alternatywna wobec długonogich lalek, zabawka. Pierwsze małe „gospodarstwo” czyli zestaw do hodowli dżdżownic. W ten sposób z łatwością można również spełnić prośbę dziecka o zwierzątko. Nowi lokatorzy nie naruszą zbytnio budżetu i nie trzeba martwić się co z nimi w razie wyjazdu (można wypuścić na wolność i po powrocie „pobrać” bardzo zbliżone wyglądem i charakterem egzemplarze). No i „nie będzie mi się tu sierść walać po całym domu”. Ani jednego włoska – naprawdę. Polecamy alergikom.

Zestaw zawiera drewnianą „farmę” – skrzynkę (z drewna pozyskanego z lasów hodowlanych), przykrytą przesuwaną przezroczystą szybką z pleksi, dziecięce bawełniane rękawiczki ogrodowe (akurat tego to mi w naszych sklepach ogrodniczych brakuje), podstawowe narzędzia ogrodnicze, spryskiwacz, jedzenie dla dżdżownic oraz instrukcję ich pozyskania i hodowli. Komplet przewidziany jest dla dzieci w wieku 4-12 lat.

Zabawka sama w sobie jest głównie pomysłem – bo mozemy taką hodowlę założyć bez zaopatrywania się w „profesjonalny” zestaw. Ale jeśli można dać dziecku w prezencie głównie pomysł a przy okazji sprawić, że na widok dżdżownic nie będzie wrzeszczało „glizda! glizda!”, to tym lepiej.

Zobacz również:

  • Brak powiązanych tematów

5 Responses to Robaczkowa farma

  1. jagoda 3 lipca 2010 at 12:38

    cudne, cudne:)
    chociaż mam nadzieję, że moje dziecko o takie „glizdy” nie poprosi;)

  2. Monika 12 lipca 2010 at 14:25

    Świetna zabawka. Chętnie bym ją kupiła bo moja córka bardzo lubi dżdżownice. Mówi „są takie milutkie”, trzymając „egzemplarz” na ręku i głaszcząc go :).

  3. eftowiczka 8 września 2010 at 16:30

    Super. A gdzie to mozna kupić? Poproszę o link.

  4. ZieloneMigdały 10 września 2010 at 20:17

    No właśnie jakoś nietypowo nie zamieściliśmy linku. Zestaw znaleźliśmy w jakimś internetowym sklepie – bodajże amerykańskim albo australijskim (Google znajdzie na pewno), a w Polsce widziałam coś podobnego w sklepie Kalimby w Warszawie.

  5. J52 6 listopada 2010 at 14:13

    No i wreszcie udało się wyjść z zaklętej serii sex-terrorystycznej (Mały lekarz, Mały chemik) :) Chociaż bioterrorem to pachnieć może, a lekarz rodzinny zmarkotnieje nieco na hasło „Mój pierwszy robak”. No i ZNACZNIE to bezpieczniejsze od Mojego pierwszego mrowiska.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *