Google poza internetem

Logo Google na Earth Day od 2005 do 2008

Google kojarzy nam się oczywiście z internetem, ale ostatnio firma z Mountain View chce się nam pokazać również z innej perspektywy. Google.org – dobroczynne ramię Google Inc. – ogłosiło na oficjalnym blogu, że do 2030 roku zamierzają ograniczyć zapotrzebowanie na ropę naftową i węgiel nie tylko na przysłowiowym „własnym podwórku” ale w całych Stanach Zjednoczonych. Jeśli dodamy, że produkcja energii elektrycznej w założeniach ma być niemalże zupełnie wolna od tych surowców, a zużycie ropy naftowej na potrzeby transportu samochodowego ma być ograniczone o 40%, to można odnieść wrażenie, że Google porywa się z motyką na Słońce. Aby ocenić szanse powodzenia, przyjrzyjmy się dokładniej ich pomysłom i postulatom.

Po pierwsze, co może nie jest bardzo odkrywcze ale bardzo słuszne, Google zamierza położyć nacisk na zwiększenie efektywności wykorzystania energii. Dając dobry przykład zaczęli od własnej działalności zmniejszając zapotrzebowanie na energię elektryczną swoich serwerów. Ponadto zainwestowali 5 milionów dolarów w modyfikacje firmowych budynków, które to nakłady mają się zwrócić w postaci niższych rachunków już po 2,5 roku.

Tutaj pole do popisu mają samorządy. Dobrym przykładem jest Kalifornia, w której restrykcyjne przepisy dotyczące wznoszenia budynków, rejestrowania samochodów oraz recyklingu spowodowały zahamowanie wzrostu zużycia energii w przeliczeniu na mieszkańca. Wskaźnik opisujący konsumpcję energii na osobę utrzymuje się tam od kilku lat na tym samym poziomie. (Jednakowoż w rankingu „zielonych stanów” Forbes’a z 2007 r. jest dopiero na 14. miejscu.)

Racjonalnemu gospodarowaniu energią na poziomie gospodarstwa domowego zapewne sprzyjałyby szczegółowe rachunki za elektryczność. Sumaryczny rachunek nie pozwala nam zorientować się, co jest główną przyczyną jego wysokości. Bardziej motywujące byłoby otrzymywanie comiesięcznych szczegółowych raportów – lodówka: 50zł, telewizor: 35zł, efektowna iluminacja przed domem: 30zł… Być może takie zestawienia będą kiedyś możliwe – już teraz o pomoc w podobnych kalkulacjach poprosić można choćby Wattsona.

Drugim głównym założeniem projektu są inwestycje w rozwój energii odnawialnej. W tym roku Google wydał 45 milionów dolarów na przedsięwzięcia związane z pozyskiwaniem energii słonecznej, wiatrowej i geotermalnej. Chodzi głównie o to, aby energia elektryczna ze źródeł odnawialnych stała się jak najbardziej konkurencyjna cenowo w stosunku do wytwarzanej ze spalania węgla.

Trzecie uderzenie skierowane jest w stronę motoryzacji, a konkretnie – elektryfikacji pojazdów samochodowych. Tu na szczęście wiele się ostatnio dzieje – nowe marki, całkowicie skupione na produkcji samochodów elektrycznych ale i nowe modele ze starych koncernów – hybrydowe i wyłącznie elektryczne. Teraz istotną kwestią będzie zmodernizowanie sieci energetycznej w taki sposób, aby ładowanie tych pojazdów odbywało się optymalnie (czyli np. wtedy, gdy obciążenie sieci jest najmniejsze). W tym punkcie Google wskazuje również na potrzebę skupienia się na problemie, który najwyraźniej trapi nie tylko Polaków. Idealnym rozwiązaniem byłaby „dwukierunkowa” sieć energetyczna, która nie tylko umożliwiałaby pobór energii ale również jej „zwracanie” – np. w formie nadwyżek z przydomowej elektrowni wiatrowej.

Życzymy Google.org jak najlepiej. Dwanaście lat to naprawdę niewiele, jeśli wziąć pod uwagę skalę problemu i rozmach zamierzeń. Ale kto wie, może właśnie firma spoza „branży” będzie w stanie nas wszystkich zaskoczyć. Plan Google Clean Energy 2030, za New Scientist.

Zobacz również:

3 Responses to Google poza internetem

  1. Marcin 9 października 2008 at 13:30

    Powinni instalować baterie słoneczne w prywatnych domach za darmo, a pobierać tylko opłaty za prąd który z nich zużyliśmy… tym sposobem można by wyeliminować elektrociepłownie a także elektrownie atomowe…

  2. Piotr 27 listopada 2008 at 20:34

    Na takie coś to musiała by powstać samofinansująca się fundacja z własną fabryką paneli fotoelektrycznych w Polsce taki panel zwrócił by się za jakieś 15 lat ale taka fundacja wyzwoliła by efekt procenta składanego co skróciło by ten czas nawet o połowę a dodatkowo mieszkańcy w dobrej woli mogli by segregować śmieci które później można by sprzedać i te pieniądze przeznaczyć na produkcję fotoogniw

    Tylko szkoda że to nie realne

    Pozdrawiam

  3. Pingback: Google inwestuje w odnawialne źródła energii | Zielone Migdały

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *