Triac – kolejny elektryczny pojazd

Elektryczny samochód Triac

Przybywa na rynku elektrycznych pojazdów. Tym razem coś ze stajni, o obiecującej nazwie – Green Vehicles. Trójkołowe auto nazywa się Triac i właśnie weszło do sprzedaży w Stanach Zjednoczonych.

Elektryczny samochód Triac

Dwuosobowy Triac może pochwalić się niezłymi osiągami – prędkość maksymalna to prawie 130km/h a zasięg na pojedynczym ładowaniu wynosi 160km. Na dojazd do pracy powinno wystarczyć, a podczas gdy my, pochyleni nad biurkiem w pocie czoła wypracowujemy PKB, Triac już po 5 godzinach od podłączenia do gniazdka elektrycznego będzie znów w pełni naładowany.

Elektryczny samochód Triac

Twórcy, chcąc zapewnić bezpieczeństwo użytkowników pojazdu o tak niewielkich rozmiarach, zaprojektowali klatkę bezpieczeństwa na wzór tych, stosowanych w wyścigach samochodowych. Nisko położony środek ciężkości zapewnić powinien stabilną jazdę w zakrętach. Cena pierwszej komercyjnej wersji Triac’a wynosić ma około 20 tysięcy dolarów, a już niedługo pojazdy Green Vehicles powinny się pojawić również w Europie. Triac, za Inhabitat.

A z innych elektrycznych samochodów pisaliśmy o:
Venturi Fetish
Venturi Eclectic
Aptera
Chevrolet Volt
Tesla
Wrightspeed

Zobacz również:

  • Brak powiązanych tematów

12 Responses to Triac – kolejny elektryczny pojazd

  1. sonic 26 maja 2008 at 01:59

    Chociaż zawsze chwale koncepcje elektryczne i wieże, że samochody tego typu to przyszłość to nie daje temu pojazdowi większych szans na sukces jak i innym trójkołowcom. Problem tkwi w tym, że większość ludzi nie będzie chciała się w takim pojeździe pokazywać, a co dopiero go kupować, bo nie obejdzie się tutaj o zaczepnych uwag innych osób. Człowiek to towarzyska istota i lubi się pokazywać z tej lepszej strony, a wybierane auto którym się porusza to często podkreślanie własnego ego. Idea szczytna, design auta niestety marny.
    Wiem, że rozwiązanie na 3 koła znacznie poprawia osiągi poprzez zmniejszenie tarcia ale to się ma nijak do marketingu i psychologi konsumenta. Firmie produkującej ten pojazd przydała by się konstruktywna krytyka, a najbardziej to chyba za ten środkowy reflektor, jak bym posiadał ten pojazd sam bym go usuną. to tak jakby zabrakło na jakiś typ światła miejsca w lampach bocznych ;/
    Już sama Aptera jako trójkołowiec wyglądała kosmicznie ale Aptera za to posiada dużo gracji i ma świetne dopasowany design, a w tym wypadku chciałbym zobaczyć coś nowego od marki Green Vehicles.

    Tymczasem nowe Volvo Recharge concept idzie parą do przodu (filmiki):
    1. http://www.youtube.com/watch?v=6wwE2LYLKzs&feature=related
    2. http://www.youtube.com/watch?v=aXj9y6BLGjg&feature=related
    :)

  2. rarek 26 maja 2008 at 23:16

    bardzo mi sie podoba coraz ladniejsze sa EV tylko kiedy beda na ulicach??

  3. jagoda 27 maja 2008 at 00:18

    rewelka
    chce taki!

  4. elrond33 2 czerwca 2008 at 13:08

    Mam wątpliwość co do ekologiczności tego typu pojazdów. Wprawdzie nie zatruwają atmosfery spalinami i CO2, ale akumulatory trzeba im naładować. Czyli wprowadzenie do powszechnego użytku takich pojazdów oznacza zwiększenie zużycia energii elektrycznej, a ta wciąż jeszcze pochodzi głównie z elektrowni węglowych. Czyli z tą zielenią to tak nie do końca. Chyba że zacznie się produkować zielony prąd na masową skalę.

  5. sonic 2 czerwca 2008 at 19:26

    @elrond33 – To stwierdzanie jest błędne, postaram się raz a dobrze odpisać dlaczego.
    Informacja, którą przedstawiłeś serwowały kilkanaście lat temu przedstawiciele koncernów naftowych w walce przed zalewem elektrycznej konkurencji na terenie Kalifornii, był to jeden z argumentów przedstawiany na różnych rozprawach przeciwko elektrycznym samochodom i nie został on nigdy poparty dowodami, a jest wręcz przeciwnie.
    Samochody elektryczne produkują mniej gazów cieplarnianych nawet jeżeli ładowałyby się prądem z elektrowni zasilanej węglem, a co najważniejsze pozostaje tu alternatywa w postaci ładowania prądu w nowocześniejszych elektrowniach. Sam pojazd posiada większą sprawność energetyczną niż pojazdy benzynowe.

    Podając taki argument Zapominamy tutaj o stratach i zanieczyszczeniach wynikających z produkcji samego paliwa, z kwestii energetycznej rafinacja ropy naftowej jest procesem złożonym pochłaniającym dużo energii, poza tym na polach naftowych wypala się ogromne ilości gazu ziemnego, którego nie sposób zmagazynować w całości.
    Kwestia ekologiczna jest równie czarna, ropa naftowa nie zatruwa nam tylko powietrza ale także grunty i morza.
    Przy wydobywaniu ropy na lądzie stosuje się wpompowywaną wodę pod ciśnieniem, która zostaje zatruta w wyniku wzięcia udziału w procesie wydobywczym. Aby wydobywać ropę niszczone i wycinane jest wszystko co w danym miejscu przedtem rosło, takie po wydobywcze miejsca stają sie pustyniami. Można także wspomnieć o wylewaniu do gruntu ok. 15l oleju silnikowego rocznie przy każdym użytkowanym samochodzie, a cały niszczycielski proces kończy się na naszej róże wydechowej o której przy w/w stwierdzeniu tez nie było wspomniane.
    Inna kwestia to zdrowie, nie wiem czy ktoś przeliczał je na złotówki.

    Tak samo jest z mitem budowanym na potężnej gotówce, że wodór to przyszłość. Tak naprawdę to następny marketingowy blef wielkiej ropy, ich zabezpieczenie, że konsument nie przestanie być uzależniony od ich instytucji i przedsiębiorstw. Za pomocą potężnych zastrzyków finansowych te informacje wciąż krążą w mediach i zaszczepiają się w głowach przeciętnych kowalskich ale wystarczy się bliżej przyjrzeć sprawie, aby odróżnić fikcje marketingową od realiów produktu. Samochód na wodór to tak na prawdę samochód elektryczny, a używanie wodoru zamiast akumulatorów jest 5 razy mniej wydajne. Pojazd wodorowy o zasięgu 300km jest tak niebezpieczny, że mógłby zniszczyć pół ulicy. To jeżdżąca bomba, która mogłaby być wykorzystywana przez mafie i inne instytucje przestępcze do okazywania swych wrogich zamiarów. No i kto weźmie odpowiedzialność za zarejestrowanie takiego pojazdu na drogach i przeprowadzenie z nim testów zderzeniowych.

    Obecnie najbardziej ekologiczne rozwiązanie to pojazd na sprężone powietrze albo po prostu rower.
    Pojazd elektryczny nie jest święty ma on swoje wady ekonomiczne jak i ekologiczne, jedną z najczęściej wspominanych jest wymiana toksycznych akumulatorów. Jest to coś za coś, w miejsce jednych toksyn wstawiamy inne, ale należałoby tu zrobić przeliczniki na ilość i toksyczność tych substancji, mi takowych nie udało się na razie nigdzie znaleźć, choć wydaje mi się, że przy wymianie aku raz na kilka lat ilość takich substancji byłaby niewielka w porównaniu z tradycyjnymi rozwiązaniami. Akumulatory można poddać procesowi utylizacji albo recyklingowi, akumulatory w słynnych pojazdach EV1 nadawały się w 98% do recyklingu ale były to starego typu ciężkie ołowianki, których już raczej nie zobaczymy w nowoczesnych konstrukcjach. Technologia akumulatorów wegetowała przez ponad 50lat i dopiero przy prężnym rozwoju elektroniki mobilnej zaczynamy otrzymywać nowe rozwiązania w tej dziedzinie.
    Dla samochodów miejskich i tylko takich można zastosować zamiast akumulatorów kondensatory, zasięg takiego pojazdu to 20km przy błyskawicznym ładowaniu i brak jakichkolwiek substancji szkodliwych. Sprawność kondensatorów jest też o wiele wyższa niż aku.

    Sprawność samochodu elektrycznego jest dużo wyższa niż auta spalinowego. Przeciętnie samochód benzynowy ma sprawność w ok. 30%, a reszta ucieka nam razem z ciepłym powietrzem. Silniki elektryczne mają 2 razy większą sprawność sięgającą nawet 70%, taką też sprawność posiadają silniki pneumatyczne. Poza tym ponieważ silnik elektryczny ma potężny moment obrotowy i można go włączać do woli nie potrzebna jest nam żadna skrzynia biegów na której otrzymujemy kolejne straty energii, także dzięki temu odpada nam co półroczna wymiana oleju. Uproszczeniu i obniżeniu kosztów ulega cała konstrukcja silnika.
    Przy jeździe z górki i hamowaniu można odzyskiwać energię z powrotem do aku, nie jest to nic dużego ale jest to kolejna minimalizacja strat energetycznych, a kolejna to nie pobieranie energii podczas postoju na światłach lub zakorkowanych jedniach.
    Najważniejsze są chyba koszty utrzymania pojazdu jak i zdrowie ludzkie, sam samochód można ładować z gniazdka w nocy na nocnej taryfie, a brak jakiegokolwiek hałasu za oknem to wygoda na jaką sobie nie możemy obecnie w miastach pozwolić.
    Ostatnim przebojem w technologi samochodów elektrycznych są siniki w kołach i barak jakiegokolwiek przenoszenia napędu. Takie rozwiązania sięgają rekordowych sprawności 90% i do tego zmniejsza się masa auta, a zwiększa pojemność.
    Zamiast jednego dużego silnika montowane są w kołach 4 mniejsze, dzięki czemu podjazd może mieć jednocześnie napęd na przód, tył i 4×4. Niezależne sterowanie komputerowo takimi kołami pozwoli automatycznie wychodzić pojazd z poślizgów, a ABS stanie się przeszłością. Mitsubishi EVO VII z silnikami elektrycznymi umiejscowionymi w kołach ma maksymalny zasięg 250 Km i rozpędza się 7s do 100. W poście wyżej zmieściłem 2 filmiki pokazujące rozwiązanie tego typu w koncepcji Volvo.

    Inna sprawa to legalizacja w PL turbin wiatrowych powyżej 5kW dla przeciętnych gospodarstw domowych, w tej chwili jest to tak trudne, że nie prawie a wykonalne.

    Kto straci na autach elektrycznych? przede wszystkim ci, który dzięki starej technologi zarabiają krocie, pewnie odbije się to także na PKB. Kto na tym zyska? Wszyscy pozostali i matka natura
    Na razie żyjemy w okresie przejściowym i najbardziej rozsądnie jest zainwestowanie w hybrydę plug-in, która z biegiem lat, nie zmusi nas do sprzedania auta z powodu rosnących cen paliw. Więcej o przyszłości cen paliw można znaleźć na: http://oilpeak.pl Za kilka lat tylko najbogatszych będzie dalej stać na korzystnie z ropy naftowej, dlatego potrzebujemy alternatywy.

  6. cito1 14 czerwca 2008 at 12:10

    Jestem pod wrażeniem komentarza sonic :)))))

  7. rarek 30 czerwca 2008 at 20:54

    oto informacje ktore pomoga zobaczyc samochody elektryczne na ulicach
    http://en.wikipedia.org/wiki/Lithium_iron_phosphate

  8. rarek 30 czerwca 2008 at 21:08

    sonic masz moze wiecej informacji na temat napedow na sprezone powietrze??

  9. sonic 2 lipca 2008 at 22:39

    Nie wiem jakich informacji poszukujesz ale więcej na ten temat znajdziesz w tym wątku: http://www.zielonemigdaly.pl/?p=344. Jak cię tematyka poruszyła i to dla ciebie za mało to tutaj masz forum dedykowane tego typu rozwiązaniom: http://www.mojeforum.net/ekomaszyny/viewforum.php?f=3
    a tu info z wikipedii: http://pl.wikipedia.org/wiki/Silnik_pneumatyczny

    A odnośnie samochodów spalinowych, ostatnio przy myciu kołpaków w rodzinnym pojeździe zauważyłem, że kołpaki z przodu są od wewnętrznej strony czarne jak smoła w przeciwieństwie do tylnych. Normalnie nie ściągam kołpaków i nie myje ich osobno, bo to zajęcie za bardzo czasochłonne i zarazem zbędne ale pamiętam, że jak ostatnio to robiłem to także te z przodu były usmarowane od wewnętrznej strony jakby ktoś nimi zrobił przejażdżkę po kopalni. Wniosek nasunął mi się sam, ta czarna maź to efekt uboczny pracy silnika spalinowego. Podobny brud można znaleźć na całym silniku jak i w okolicach rury wydechowej. Gdybym posiadał pojazd z silnikiem innego typu nie musiałbym sobie tak brudzić rąk nawet gdyby grzebało się pod maską, przy takim zajęciu można sobie uświadomić jak brudzącym pojazdem się jeździ. A potem pył tego typu trafia do gleb, roślin i naszych płuc.

  10. jack 3 lipca 2008 at 19:54

    Obserwacja brudu na kolach przednich prawidlowa ale wnioski niestety nie – obserwowane zabrudzenie wynika z reakcji pylu scieranego przy hamowaniu z klockow samochodu; z przodu klocki scieraja sie mocniej. Tu rozwiazaniem jest hamulec elektryczny (lub silniko-proadnica) na kolach zamisat standardowych hamolcow = znowu elektryczne gora.

  11. sonic 8 lipca 2008 at 00:46

    Faktycznie przeoczyłem ten fakt, że samochód ma z przodu tarcze hamulcowe, a z tyłu bębny. Co nie zmienia faktu, że samochód spalinowy jest brudnym urządzeniem :)

  12. ech 23 marca 2011 at 10:15

    @sonic

    „Można także wspomnieć o wylewaniu do gruntu ok. 15l oleju silnikowego rocznie przy każdym użytkowanym samochodzie”
    Człowieku, nie wiesz zupełnie o czym piszesz i prawdopodobnie nie masz i nie widziałeś samochodu z bliska… 15 litrów to by ten samochód musiał sikać olejem z każdej szpary.

    PO drugie – ogniwa elektryczne trzeba ładować z sieci (a więc u nas z elektrowni węglowych), w której drastycznie wzrosłoby obciążenie (inwestycje w nowe sieci energetyczne razem z wycinką drzew). Silnik wodorowy nie wymaga ładowania akumulatorów ani w ogóle ciężkich ogniw, których przewożenie w samochodzie to marnotrawstwo energii (zamocuj kowadło do swojego roweru, to zrozumiesz).

    Słyszałeś też może o takim pojęciu jak sprawność?

    Ogniwa wodorowe nie są żadną bombą – to nie jest butla z wodorem, tylko wodór związany w związkach chemicznych i uwalniany dopiero do komory spalania. Owocem spalania jest H2O.

    „czarna maź na kołpakach to efekt uboczny pracy silnika spalinowego.” – ha ha ha, jakbym czytał przedszkolaka :-) Człowieku zacznij myśleć, zamiast być lemingiem łykającym ekobełkot.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *