Wreszcie o Green as a Thistle

Green as a Thistle - Vanessa Farquharson

Minął już ponad rok, odkąd Vaness zaczęła pisać swój blog. Blog, w którym dzień po dniu opisywała to co robi, aby jej życie było bardziej „eko”. Zaczęło się od prostych rzeczy – rezygnacja z elektrycznego nawilżacza powietrza, wyciąganie wtyczek z gniazdek (ładowarki, modem) i odłączenia telewizji kablowej. Potem, z dnia na dzień, robiło się coraz ciekawiej. Bo kto z nas wyobraża sobie w tej chwili normalne życie np. bez lodówki?

Vanessa jest dziennikarką. Green as a Thistle (Zielona jak Oset) zaczął się niewinnie, jak to z blogami bywa. Z czasem stał się na tyle sławny, że o Vanessie zaczęły pisać gazety (również nasze). Być może z bloga powstanie nawet książka.

Podoba nam się podejście Vanessy to tematu ekologii. Nie jest pompatyczna, nie rozsiewa wizji końca świata. Nie uważa, że od razu trzeba zostać eko-radykałem. Tu oczywiście dużo zależy od tego, co pod tym pojęciem rozumiemy (jeszcze wrócimy do tego tematu). Podoba nam się podsumowanie, jakie poczyniła Vanessa po roku własnych doświadczeń i obserwowania innych. W skrócie wygląda ono tak:

  1. chcąc być naprawdę „zielonym” należy nieustannie zwracać uwagę na to co się robi, używa, je i wyrzuca, dokąd i w jaki sposób się przemieszcza i co się kupuje. Każda nasza decyzja ma określone konsekwencje, również dla środowiska;
  2. nie zawracaj sobie głowy tym, czy ktoś-tam jest albo nie jest „eko”. Nie zawracaj też sobie głowy tym, czy Ty sama zasługujesz na miano „eko”. Pomyśl co najbardziej Cię drażni – może np. marnowanie wody. Zacznij od jej oszczędzania i nie rób sobie wyrzutów za okazjonalne wyjście do kawiarni;
  3. nie kupuj śmieci. Jak wielu rzeczy, które kupujemy naprawdę potrzebujemy? Jak wiele z nich jest tak kiepskiej jakości, że przedwcześnie trafią do kosza?

Jeśli zaś chodzi o bycie eko-radykałem… Myślę, że dla niektórych już niejedzenie mięsa albo świadoma rezygnacja z samochodu na rzecz roweru może wywołać takie skojarzenia. Dla innych dopiero No Impact Man odłączający prąd w swoim nowojorskim mieszkaniu, albo Greenpa, od 31 lat w domku w lesie (elektryczność z paneli słonecznych, woda z pompy napędzanej wiatrem…).

Na szczęście granica tolerancji wobec zachowań eko-pozytywnych stale się przesuwa. Jeszcze do niedawna wystarczyła odmowa przyjęcia plastikowej torebki na stoisku z warzywami, żeby zostać obrzuconym podejrzliwym spojrzeniem. Teraz w zasadzie za każdym razem, okazanie bawełnianej torby na zakupy wywołuje uśmiech zrozumienia i aprobaty. Pewnie każdy pod pojęciem eko-radykała widzi kogoś innego. Znacie jakichś eko-radykałów? Sami nimi jesteście (w swoich oczach, albo w oczach innych)? Napiszcie!

Zobacz również:

  • Brak powiązanych tematów

One Response to Wreszcie o Green as a Thistle

  1. cito1 28 kwietnia 2008 at 23:19

    Piękny wpis, bardzo mi się podoba. Gdyby Migdały były na GW bez dwóch zdań zasługuje na jedynkę.

    Samo prowadzenie takich www ustawia nas w oczach innych jako tych eko-radykałów. Bo komu jeśli nie radykałom chciałoby sie pisać, ślęczeć nad tak nudnymi tematami. Każdemu z nas daleko do bycia stricte ekologicznym, mamy swe eko-grzeszki, mamy „po” wyrzuty sumienia, może czasami taka stronka to pokuta, żal za grzechy i mocne postanowienie poprawy?
    Dobrze jest chcieć o tym rozmawiać choćby mniej udanymi wpisami – czasami coś zapadnie w pamięć i w odpowiednim czasie, momencie możemy dojrzeć do decyzji, by skorzystać z podpowiedzi.
    Jako ciekawostkę przytoczę anegdotkę warszawskich Dni Ziemi. Kolega Fanatyk podał nam na Blipie zdjęcie które zrobił ludziom wynoszącym świeżo zakupione na stoiskach eko ekoroślinki spakowane w… reklamówki jednorazowe.
    O czym my więc mówimy, skoro przykład idzie z góry.

    Blog dziewczyny to jedna sprawa, ale wasz wpis super.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *