Moralne dylematy Made in China

China's former president Jiang Zemin

Zdecydowaliśmy się poruszyć ten trudny temat, ponieważ pojawiał się wiele razy w komentarzach w sposób wyrywkowy i nigdy nie został w pełni rozwinięty. A jest na tyle poważny, że na to zasługuje. Nie chcielibyśmy tutaj wypowiadać się autorytatywnie, natomiast pragniemy zaprezentować swoje w tej kwestii stanowisko i zachęcić do polemiki – jeśli ktoś uważa że nie mamy racji.

Problem a może raczej tragedia Chin polega na tym, że jest to państwo totalitarne i że brak w nim miejsca na poszanowanie człowieka i środowiska. To lapidarne zdanie nie oddaje złożoności problemu ale chcieliśmy zaznaczyć wyraźnie, że mamy świadomość, że tak właśnie jest i potępiamy to. Problem nasz, to jak sobie z tym poradzić – czyli jakie zająć stanowisko względem tego, co się w Chinach dzieje a może bardziej – jak dać temu wyraz. No i teraz wprost – bojkotować czy nie?

{democracy:3}

Sprawa pozornie wydaje się prosta, bo skoro w państwie rządzą źli, to odwróćmy się od nich i wtedy staną się lepsi. To trywialne założenie nie sprawdza się z dwóch powodów – po pierwsze dlatego, że naprawdę trudno jest żyć nie kupując chińskiej produkcji (to nasz problem) a po drugie dlatego, że tak do końca to nie jesteśmy pewni czy Chińczykom żyłoby się lepiej gdyby nie było u nich zachodnich fabryk i kapitału.

Amerykański psycholog, Abraham Harold Maslow, rozwinął teorię hierarchii potrzeb ludzkich, zwaną często Piramidą Maslowa. Dowodzi on, że istnieje sekwencja potrzeb – od najbardziej prymitywnego poziomu potrzeb podstawowych do potrzeb wyższego poziomu, które aktywizują się dopiero po zaspokojeniu niższych.

Czyli mówiąc prościej – dopóki człowiek nie zaspokoi potrzeby najniższych poziomów – fizjologicznych np.: jedzenia, bezpieczeństwa, dopóty będą one dominować nad wszystkimi innymi potrzebami, wypierając je na dalszy plan. Idąc tym tokiem rozumowania można zadać sobie pytanie – czy Chińczyk, który nie ma pracy u amerykańskiego kapitalisty będzie się miał lepiej niż ten który ją ma i zarabia jednak jakieś pieniądze (oby godziwe)? Czy głodny człowiek będzie myślał o wolności? Czy będzie się martwił tym, że może głosować tylko na jedną partię, jeśli nie ma co włożyć do garnka? Idąc dalej, zastanawiamy się, jaka jest alternatywa dla Chińskich dzieci, jeśli nie będą pracowały – często ponad siły – i zarabiały pieniędzy?

Dotychczasowe przykłady ograniczania handlu z państwami totalitarnymi, takimi jak Korea Północna i Kuba pokazują, że mimo rozpadającej się gospodarki, ustroje tam panujące mają się wcale nie gorzej niż w Chinach. Gospodarka Chin, dzięki inwestycjom zewnętrznym rozwija się, dzięki czemu demokracja staje się pojęciem bardziej namacalnym dla Chińczyków a tym samym bliższym i bardziej upragnionym. O ile się nie mylimy, Chiny tak naprawdę nigdy, podobnie do Rosji, nie miały okazji doświadczyć tego ustroju.

Wiele produktów, o których piszemy na ZM prawdopodobnie produkowanych jest w Chinach. Często nawet nie mamy tego świadomości ale nawet jeśli tak – to i tak o nich piszemy. Prosimy – powiedzcie nam jeśli się mylimy, ale wydaje nam się, że bojkot chińskich produktów – nawet na skalę masową – nie polepsza sytuacji statystycznego Chińczyka.

Niewielka fabryczka w Chinach

I na koniec – na powyższych zdjęciach są Chińczycy. Autentyczni pracownicy jednej z tysięcy małych fabryczek. Owoce ich pracy są kupowane (zapewne między innymi) przez Amerykanina, Todd’a Fahrner’a, o którym już na Zielonych Migdałach pisaliśmy. To właśnie silniki i sterowniki do jego genialnego Stokemonkey produkowane są w Chinach. Czy to oznacza, że nie powinno się ich kupować? Jasne, warunki w jakich pracują nie są idealne. Ale pracują. I zarabiają.
A na marginesie, polecam lekturę relacji Todd’a z wizyty w Chinach (po angielsku). Pojechał, bo chciał sprawdzić, czy części do jego konstrukcji produkowane są w godnych warunkach. Bardzo ciekawa lektura.

Zobacz również:

  • Brak powiązanych tematów

13 thoughts on “Moralne dylematy Made in China

    leaff

    (22 marca 2008 - 01:22)

    Myślę że bojkot towarów chińskich jest niemalże niemożliwy, przecież prawie wszystko jest z Chin. Jest jednak pewien słaby punkt w całej tej totalitarnej układance chińskiej rzeczywistości. Chiny przygotowały się na swoją olimpiadę najlepiej jak mogły, będą to igrzyska z wielką pompą, za gigantyczne pieniądze. Bardzo by ich zabolało jeśli świat popatrzył by na Pekin 2008 z choć odrobinę mniejszą uwagą niż na np Ateny 2004. Może wydawać się to trudne ale wierzę że bojkot igrzysk mimo wszystko jest bardziej realny niż bojkot towarów chińskich. Ja olimpiadę 2008 bojkotuję, przynajmniej nie oglądnę żadnej relacji

    elrond33

    (22 marca 2008 - 03:11)

    Tak rozumując, nie można by ruszać żadnego totalitaryzmu, bo jednak rzuca on jakieś ochłapy. To jest rozumowanie jak w tym dowcipie (chyba o Leninie) z pointą „A mógł zabić”. Albo jak w tej reklamie przytoczonej przez Treehugger: http://tinyurl.com/37xch8
    Podejmując jakiekolwiek działania w tej sprawie, musimy zrozumieć, że chodzi o pokazanie solidarności z tymi, którzy tam cierpią. Wolny świat musi dać dyktatorom sygnał, że patrzy i nie toleruje, a uciskanym, że ich wspiera. Nie możemy stawiać się w pozycji wszechmocy i kalkulować jakie to przyniesie skutki dla przeciętnego Chińczyka, czy nie straci pracy, bo tego nie wiemy. Może właśnie niemożność zaspokojenia podstawy piramidy Maslowa popchnie Chińczyków do obalenia systemu? Przykład Polski pokazuje, że rozkład systemu totalitarnego następuje od wewnątrz. Może nie zdziałamy wiele naszymi inicjatywami, ale przynajmniej sprawa Chin będzie się stawać coraz głośniejsza. A jeśli machniemy ręką, że się nie da, to już na pewno nie prędko coś się zmieni. Wyrazy szacunku dla ZM za podjęcie tematu.

    cito1

    (22 marca 2008 - 13:42)

    Kliknęłam w sondzie na „bojkotujmy”. Natomiast po uważnej lekturze przyznaję rację ZM.
    To po pierwsze niemożliwe zbojkotować chiński towar, po drugie rzeczywiście odbiera się chleb tym, którzy najmniej i tak mają do powiedzenia.
    Kupując komputer sprzedawca zachwalał, że montowany w Germany. No i co z tego, skoro nie omieszkał przemilczeć, że Windows Vista jest do bani i Blueconnet na niej nie pójdzie. Lepszy byłby laptop montowany w Chinach a z XP lub Oficcem.

    Gdzieś tam ktoś z bloxa ma na „Jedynce” wpis o Tybecie.
    Psy wieszają w komentarzach na sportowców chcących wziąć udział w Olimpiadzie. Nie chce mi się tam wracać by czytać jak teraz psy wieszają na mnie bo stanęłam w ich obronie.
    Bowiem uważam, że sportowiec po to trenował, pracował, walczył by mógł wystąpić na tym najważniejszym dla się egzaminie. Nie wiadomo przecież co będzie za cztery lata, czy uda mu się zakwalifikować, teraz to jego życiowa szansa i nie mogą, żadne względy polityczne mu jej odbierać.
    To niczym zamykanie tych warsztatów z pracującymi na chleb Chińczykami.

    Inna sprawa, że można odmówić w świetle kamer, jupiterów, fleszy założenia na szyję złotego medalu. W Kronikach Sportowych jest na zawsze ślad zwycięstwa, a tu jest manifestacja wspólnoty z Tybetem.

    Jeszcze inna sprawa, że już zapowiedziano naszym sportowcom, że za wszelkie „gesty Kozakiewicza” wylatują…

    Zdrowych, pogodnych, nie ostatnich Świat i nadal tak wysokiego poziomu stronki – Ela

    KubaCh

    (22 marca 2008 - 21:14)

    Tak sobie przeczytałem wpis i komentarze i wydaje mi się, że zacząć trzeba od początku – czyli od tego, jaki skutek chcemy odnieść naszym działaniem. A te skutki mogą być przynajmniej dwa:
    1. Chcemy pomóc zwykłym chińskim obywatelom i jakoś ulżyć ich niedoli
    2. Chcemy pokazać chińskim władzom co myślimy o ich sposobie rządzenia

    Ja przy takim wyborze nie mam wątpliwości co chcę osiągnąć – zdecydowanie ważniejszy jest dla mnie cel pierwszy. Dlatego nie wzbraniam się przed kupnem chińskich towarów, bo w końcu dzięki temu, że je kupuję, jakaś część tych pieniędzy wyląduje w rękach szarego Chińczyka, który z tymi pieniędzmi może zrobić co chce – albo kupi za to ‚bibułę’, albo wyda na piwo, albo postara się odłożyć trochę więcej i wysłać dziecko do lepszej szkoły by kiedyś miało lepszą pracę i mogło nawet wyjechać gdzieś i zobaczyć demokrację w działaniu.

    Natomiast nie wyobrażam sobie jak można wytłumaczyć przeciętnemu Chińczykowi, że nie kupię jego produktów, bo w ten sposób się solidaryzuję z jego cierpieniem wynikającym z życia w państwie o ustroju totalitarnym. Nie wiem, czy pamiętacie ale nie tak dawno temu do takiego solidaryzowania się z mieszkańcami sąsiedniej Korei Północnej zmusił nas jej tyram Kim Dzon Il, który zamknął granice przed pomocą humanitarną, a w międzyczasie nadawał w telewizji programy kulinarne pt. „Jak zrobić pożywną zupę z trawy” i doprowadził do śmierci głodowej kilkaset tysięcy swoich rodaków (a sam skupił wysiłki na budowie broni jądrowej).

    W każdym razie historia pokazuje, że takie sankcje nic nie dają – a jeśli odwołamy się do polskiego przykładu, to też myślę, że do tego, że komunizm u nas w pewnym momencie szlag trafił nie przyczynił się fakt, że w sklepach nic nie można było kupić, a raczej to, że nasze wspaniałe huty i fabryki zaczęły przegrywać konkurencję z prywatnymi „firmami polonijnymi” obłożonymi 80-procentowym podatkiem.

    Oczywiście odrębny temat to olimpiada – budząca chyba najwięcej kontrowersji od czasów tej w Berlinie w 1936 roku. Myślę, że to co można zrobić, to uprzykrzyć władzom „odtrąbienie sukcesu” – a do tego nie przyczyni się moim zdaniem bojkot polegający na nieoglądaniu transmisji (ucierpią conajwyżej lokalne stacje telewizyjne, które już dawno wykupiły prawa do transmisji) albo bojkot przez poszczególnych sportowców spoza Chin (bo to tylko zwiększa szanse na to, że Chiny zajmą czołowe miejsce w klasyfikacji medalowej – a to też sukces władz). Najlepszym rozwiązaniem jest chyba coś, co zaproponowała m.in. Monika Pyrek – czyli wypuszczenie na ceremonię otwarcia jedynie pana, który niesie tablicę z nazwą kraju. Ceremonię tą na pewno oglądać będzie cały świat i całe Chiny – więc taki widok może wielu ludziom dać do myślenia, a i władzom trudno będzie wytłumaczyć tego rodzaju ‚sukces’.

    ZieloneMigdały

    (22 marca 2008 - 23:20)

    Bardzo budująca dyskusja wywiązała się wokół tematu. Jeszcze nawiązując do pojawiającej się kwestii olimpiady – przede wszystkim Chiny nie powinny mieć prawa jej organizacji. Ta niebywale prestiżowa impreza o pokojowym charakterze, powinna odbywać się w państwie, które reprezentuje zdrowe wartości. Natomiast jeśli chodzi o sportowców, to jesteśmy skłonni zgodzić się z cito1, że trudno mieć do nich pretensje i obarczać życiowymi konsekwencjami, za to że została podjęta głupia decyzja na wysokim szczeblu.

    Jagoda

    (30 marca 2008 - 14:15)

    odniose sie tylko do jednego zdania:
    „Czy głodny człowiek będzie myślał o wolności?”
    wg mnie wolnosc jest najwazniejsza wartoscia
    nie wiem, czym Chinczyk rozni sie od – powiedzmy Europejczyka – ze mu tej wolnosci odmawiamy?

    jedna rasa – ludzka rasa

    kazdy czlowiek zasluguje na wolnosc
    Chinczyk i Tybetanczyk tez

    ZieloneMigdały

    (30 marca 2008 - 21:30)

    Jagoda – absolutnie jesteśmy dalecy od podważania prawa jakiejkolwiek narodowości do wolności i w całej rozciągłości popieramy prawa Tybetańczyków i Chińczyków do niej. Chcieliśmy tylko pokazać pewien mechanizm, który może powodować, że kwestia wolności schodzi na dalszy plan w obliczu głodu i to nie dlatego że wolność jest mniej warta od „pełnego brzucha” ale dlatego, że zaspokojenie głodu jest potrzebą bardziej elementarną czy też podstawową. I wydaje nam się że wszędzie tam gdzie panuje głód, totalitaryzmowi jest się łatwiej szerzyć. Dlatego jesteśmy za tym, żeby RÓWNIEŻ nie dyskryminować Chińczyków w ich prawie do pracy i zarobku.
    Opisywana przez Maslowa kolejność zaspokajania potrzeb w niczym nie uwłacza człowieczeństwu w naszym odczuciu. Jest tylko stwierdzeniem logicznego faktu, że walczyć o wolność można wtedy kiedy – upraszczając – nie trzeba myśleć o szukaniu kory na zupę żeby nakarmić dzieci każdego dnia. Bo to JEST wtedy ważniejsze od wolności…

    elrond33

    (2 kwietnia 2008 - 13:08)

    Wciąż błędnie zakładacie, że jak wielkie korporacje wykorzystują Chińczyków jako tanią siłę roboczą, to znaczy że oni mają co jeść, że mają jakieś zabezpieczenie finansowe. Nie rozumiecie pojęcia „niewolnicza praca”? Od Waszego podejścia (ZM), niedaleko niestety do stwierdzenia, że „praca czyni wolnym”… Oni mają prawo nie tylko do wolności, do chleba, ale też do NORMALNEJ pracy, godziwego wynagrodzenia, normalnego życia. To nie sprowadza się tylko do pełnego żołądka, czego prawdopodobnie i tak nie mają!

    KubaCh

    (2 kwietnia 2008 - 19:48)

    @Jagoda -bez względu na to, czy uważasz wolność za najważniejszą wartość, fakty (poparte różnymi badaniami z zakresu psychologii i socjologii – m.in. prowadzonymi przez pana Abrahama Maslowa) są takie, że głodny człowiek (poza nielicznymi wyjątkami) rzadko myśli o wolności, a dużo częściej o napełnieniu własnego żołądka. Natomiast chyba nikt na łamach tego bloga (ani w komentarzu) obywatelom Chin i Tybetu tej wolności nie odmawia – jedynie niektórzy (w tym moa skromna osoba) twierdzą, że bojkotowanie chińskich wyrobów, bez względu na to jak szczytnymi ideami motywowane, do tej wolności Chińczyków ani Tybetańczyków nie doprowadzi. Więc różnimy się co najwyżej w ocenie tego, jakie działania mogą tą wolność przynieść.

    @Elrond33 – również Twoja argumentacja, bez względu na to, jakie ma podstawy, ma jedną zasadniczą wadę – przeczy pewnym faktom z zakresu ekonomii oraz historii XX wieku. Ale po kolei:

    1. Historia ostatnich lat pokazuje, że dzięki temu, że wielkie korporacje wykorzystują Chińczyków jako tanią siłę roboczą, znakomita większość obywateli tego kraju ma co jeść i zaczyna mieć jakieś zabezpieczenie finansowe. Według danych Banku Światowego (a nie jakiegoś chińskiego GUSu) w 1981 roku 64% populacji żyło poniżej progu ubóstwa. W 2004 roku ten problem dotyczył już tylko 10% chińskiego społeczeństwa – co oznacza, że ponad 500mln Chińczyków wydostało się ponad ten próg. Nie muszę chyba dodawać, że w sąsiedniej Korei Północnej, która nie pozwala wielkim korporacjom wykorzystywać swoich obywateli nie zanotowano podobnego postępu (a jeśli już, to raczej w odwrotną stronę).

    2. W swojej powojennej historii Chiny zanotowały okres (lata 1959-1961) kiedy z głodu zmarło przynajmniej 14 milionów ludzi. Od 1981 roku (a więc od otwarcia się na wielkie korporacje) żadnej klęski głodu w Chinach nie zanotowano.

    3. Historia zna wiele przypadków (najbardziej spektakularny to ZSRR w latach 30tych), gdzie po ograniczeniu swobody gospodarczej (a więc m.in. wyrzuceniu zagranicznych firm) w systemie totalitarnym doszło do klęski głodu, która kosztowała życie wiele milionów osób.

    4. Historia nie zna ani jednego przypadku (a przynajmniej mi nie udało się go znaleźć), w którym w wyniku wprowadzenia sankcji gospodarczych upadłby jakikolwiek system totalitarny. Co więcej – przykłady takich państw jak Kuba, Korea Północna, Irak czy Iran pokazują, że po wprowadzeniu sankcji gospodarczych najbardziej cierpieli na tym najbiedniejsi obywatele tych państw, a los elit rządzących specjalnie się nie pogarszał.

    Podsumowując – w obliczu powyższych faktów nie mam pojęcia jak umotywujesz swój wniosek, że bojkotowanie chińskich towarów może się w jakikolwiek sposób przyczynić do poprawy jakości życia obywateli tego państwa. Bo nikt tutaj nie twierdzi, że Chińczycy czy Tybetańczycy nie mają prawa do wolności, normalnej pracy czy godziwego wynagrodzenia – tyle tylko, że jeśli przestaniesz kupować efekty ich pracy, to ich los się od tego nie poprawi, a co więcej – jest bardzo prawdopodobne że się pogorszy.

    ZieloneMigdały

    (2 kwietnia 2008 - 22:25)

    No cóż, polemika – polemiką, sami do niej namawialiśmy ale dyskusja się zaognia. Z przykrością odnotowaliśmy też fakt że czynione są analogie, czy też dostrzegana jest bliska relacja pomiędzy naszymi wypowiedziami a poglądami faszystowskimi. W naszym przekonaniu jest to porównanie krzywdzące.
    Co do zagranicznych inwestorów to uważamy że nie można stawiać znaku równości pomiędzy korporacjami, które miały tam swoje wpadki i okazywało się, że nadużywają swojej pozycji względem pracowników a firmami, które starają się, żeby produkcja odbywała się w lepszych warunkach.

    elrond33

    (3 kwietnia 2008 - 00:43)

    @KubaCh
    1. Podpieranie się tu teorią Maslowa, jest nadużyciem. Ta teoria (jak każda teoria), jest modelem idealnym, stworzonym dla celów analitycznych i systematyzacji. W prawdziwym życiu modele idealne zawsze odbiegają od standardu, gdyż przeplata się w nim mnóstwo wzajemnie na siebie wpływających czynników. Innymi słowy, potrzeby z różnych pięter piramidy Maslowa, mogą zaistnieć obok siebie, a nawet się wzmacniać – zwłaszcza, że mówimy o potrzebach z jej dwóch najniższych pięter. To, że człowiek będzie dążył najpierw do zaspokojenia niższych potrzeb, znaczy tylko tyle, że jest gotów narazić się na niebezpieczeństwo, jeśli to pozwoli mu zaspokoić głód. Może np. wystąpić przeciw systemowi, co jednocześnie będzie działaniem na rzecz wyższej potrzeby wolności, poczucia własnej wartości, itp.

    2. Czy możesz podać źródła, z których cytujesz dane, jeśli to gdzieś w necie? Chciałbym się z nimi bliżej zapoznać.

    3. Napisałeś wcześniej o możliwych skutkach, do jakich chcemy doprowadzić naszym działaniem. Ten, który Ty wybrałeś, jest nierealny. My możemy TYLKO pokazywać chińskim władzom co myślimy o ich polityce, zaznaczać swój sprzeciw i oburzenie. Tak więc masz rację, jeśli przestaniemy kupować ich produkty, los przeciętnego Chińczyka się nie polepszy. Ale kupując, bierzemy udział w napędzaniu tej całej machiny. Nie robimy zupełnie nic, zachowujemy się, jakby wszystko było w porządku. A tu jeszcze propozycje uspokojenia sumienia argumentem, że właściwie to właśnie w ten sposób pomagamy Chińczykom. Ja nigdzie nie napisałem, że ten pomysł z bojkotem chińskich produktów jest świetny i pozbawiony słabych stron. To redakcja ZM w taki tendencyjny sposób podjęła temat, ograniczając go tylko do wyboru „bojkotować lub nie”. Ja cały czas mówię tylko o tym, że naszym obowiązkiem jest wywieranie międzynarodowej presji na Chiny, która może wyrażać się w różny sposób, ale powinna się wyrażać. Tłumaczenie, że nie da się bojkotować, to krok w kierunku bierności. To zaniechanie, postawa tego samego rzędu, co milczenie światowych przywódców, groźby dyskwalifikacji olimpijczyków, tłumienie tybetańskich demonstracji w Grecji, itd. Każdy znajduje dobre wytłumaczenie, żeby nie robić nic.

    @ZieloneMigdały
    Nie zamierzałem Was obrazić. Spodziewam się, że nie macie faszystowskich poglądów, jednak niektóre wypowiedzi, które tu zostały zaprezentowane, są w moim mniemaniu bliskie możliwości ujęcia w tej haniebnej, historycznej formule. Zapełnienie żołądka nigdy nie jest ważniejsze od wolności. Jeśli jest, to mamy do czynienia z zezwierzęceniem człowieka, czyli tym bardziej konieczna jest jakaś nasza reakcja. Jestem pewien, że żaden z bojowników o wolność, czy to z AK, czy z Solidarności, czy spośród tybetańskich mnichów, nie myśli w ten sposób. Przez wieki ludzie na całym świecie przelewają krew za wolność. Rozumiecie? Oddają swoje życie! A Wy mówicie, że pełny brzuch jest zawsze ważniejszy.

    KubaCh

    (3 kwietnia 2008 - 23:04)

    @elrond33

    Ad. 1 Prawda jest taka, że teoria Maslowa, mimo że to tylko model, stosuje się bardzo dobrze zapewne w 95% przypadków (bo zawsze są wyjątki, etc.) – historia nie zna przypadku, gdzie system komunistyczny upadł w wyniku głodu, a zna przypadki, gdy ludzie obalali (a raczej demontowali) ten system jak im się zaczynało poprawiać. Co więcej – z Twoich wniosków już niedaleko do tego, że jak zagłodzimy Chińczyków, to oni się poczują zmotywowani do obalenia reżimu rządzącego – nie sądzisz że to niezbyt trafny pomysł?

    Ad. 2 Źródła w necie, z których korzystałem to angielskojęzyczna wersja Wikipedii (jest tam sporo artykułów o chińskiej gospodarce) oraz strony Banku Światowego (też po angielsku). Natomiast część wiedzy miałem z głowy – a dokładniej z wykładów historii gospodarczej na mojej uczelni (co prawda to było jakieś 10 lat temu, ale wykłady były tak znakomite, że większość pamiętam do dziś).

    Ad. 3 Kompletnie nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że „możemy TYLKO pokazywać chińskim władzom co myślimy o ich polityce” – co więcej cała moja argumentacja pokazuje, że wariant, który Ty uznajesz za nierealny ‚a priori’ dla mnie (i dla 500 mln Chińczyków, którym udało się wyjść ze strefy ubóstwa) jest jak najbardziej realny. Gdyby nie było tam tych obrzydliwych zdaniem niektórych wielkich korporacji, to ci Chińczycy prawdopodobnie dalej umieraliby z głodu, a w telewizji nadawano by audycje o tym, jak zrobić pożywną zupę z trawy (jak w sąsiedniej Korei). Nie twierdzę też, że jak zaczniemy bojkotować chińskie towary, to los przeciętnego Chińczyka się nie polepszy – twierdzę, że się pogorszy. A wszystko przez to, że jacyś idealiści w odległym kraju, którym żyje się dużo lepiej wymyślają sobie pewne pozy, którymi chcą wyrazić swój protest w nieprzemyślany sposób. Oczywiście istnieje wiele alternatywnych sposobów, w jaki możemy się przyczynić do upadku systemów totalitarnych, ale bojkot chińskich towarów jest moim zdaniem jednym z najgłupszych spośród tych pomysłów (bo jak wykazałem wcześniej wywiera skutek odwrotny do zamierzonego). W żaden sposób nie zachęcam też do bierności – zachęcam do kupowania chińskich towarów, bo dzięki temu więcej chińczyków będzie stać na to, by kupić sobie komputery, poczytać coś w internecie (chiński system cenzury jest niedoskonały w tym medium, o czym się głośno nie mówi), wysłać dzieci na studia zagranicę, etc. A swoją drogą – nawet nic nie robienie jest moim zdaniem lepsze niż bojkotowanie chińskich produktów – bo przynajmniej się nie szkodzi.

    A co do Twojej odpowiedzi na komentarze ZM – to mogę jedynie napisać, że moim zdaniem interpretujesz ich wypowiedzi tendencyjnie i mijasz się z faktami (cytat z ich wypowiedzi „Chcieliśmy tylko pokazać pewien mechanizm, który może powodować, że kwestia wolności schodzi na dalszy plan w obliczu głodu i to nie dlatego że wolność jest mniej warta od “pełnego brzucha” ale dlatego, że zaspokojenie głodu jest potrzebą bardziej elementarną czy też podstawową.”). Zarówno historia jak i badania z zakresu psychologii prowadzą jednakże moim zdaniem do wniosku, że dla olbrzymiej większości ludzi zapełnienie żołądka jest ważniejsze od wolności. Być może sądzisz, że dla Ciebie nie, ale tego możesz się dowiedzieć dopiero wtedy, gdy zostaniesz postawiony w podbramkowej sytuacji – deklaracje w tym zakresie są dużo łatwiejsze niż rzeczywiste zachowania.

    Katolik

    (22 maja 2008 - 11:18)

    Wszystko co jest MADE IN CHINA jest zatrute chemicznie. Nawet Pan Bóg w objawieniach katolickich zakazuje kupowac chinolstwo z powodu tego zatrucia chemicznego a także wzywa do PILNEGO nawrócenia bo kara idzie na świat. Objawienia są tutaj: http://www.giftstor.org/tomkiel05fst.html Szukać china, chinese, tainted.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *