Własna, niezgnieciona kanapka

Jakoś tak wyszło, że znów o pakowaniu. Tym razem jedzenia i nie do wysłania, tylko do zabrania – na lunch, drugie śniadanie, wycieczkę. Jednym z moich wczesnoszkolnych wspomnień jest wyjmowanie kanapki z tornistra, z dokładnie odciśniętym rogiem książki pośrodku. Przepytujemy czasem nasze dziecko, co dzisiaj dzieci przynoszą na drugie śniadanie. Oprócz drożdżówek, batoników i kanapek, zdarzają się np. jabłka, ale już pokrojone warzywa, miękkie owoce, czy inne świeże, domowe posiłki – często trudniejsze do zapakowania, właściwie nie.

W związku z tematem „lunchowym” i przeglądaniem piwnicznych zasobów nie mogę sobie darować drobnej dygresji kulinarnej. W czasopiśmie „Kobieta i Życie” z lat 80-tych w artykule pt.: „Samo zdrowie” czytamy, że skomponowanie prawidłowej diety w okresie jesienno-zimowym nie jest proste, „o ile trzymamy się utrwalonych stereotypów kulinarnych”. Aby pomóc czytelniczkom, redakcja proponuje „pewne innowacje”, w związku z czym otrzymujemy kilka przepisów mających pomóc nam w stworzeniu zbilansowanego menu. I tu padają propozycje: „Gulasz z mielonki”, „”Zupa z płucek”, „Nerki w jarzynach” i mój osobisty faworyt „Smażone wymię”. Tutaj mogę zgrabnie przejść do dalszej części tematu – „i tak przygotowany lunch” wkładamy do …

… oczywiście nie plastikowej torebki, która odbiera jedzeniu kształt i osobowość, ale raczej i nie do plastikowego pudełka. Jako zdeklarowani sympatycy, fani i sprzedawcy Klean Kanteen postanowiliśmy poszukać czegoś stalowego. Wybór padł na ECOlunchboxes. Wolne od plastiku, ołowiu, BPA, PCV i winylu – nietoksyczne, niegenerujące odpadów. Stalowe pudełka, bambusowe sztućce i bawełniana, ręcznie szyta torba oraz bawełniane serwetki, składają się na zestaw lunchowy. Z naszych obserwacji wynika, że wolny od chemicznych, świeży i zabrany z domu posiłek staje się coraz bardziej popularny, pomimo konieczności osobistego kulinarnego zaangażowania.

Zobacz również:

  • Brak powiązanych tematów
-->