Moralne dylematy Made in China

China's former president Jiang Zemin

Zdecydowaliśmy się poruszyć ten trudny temat, ponieważ pojawiał się wiele razy w komentarzach w sposób wyrywkowy i nigdy nie został w pełni rozwinięty. A jest na tyle poważny, że na to zasługuje. Nie chcielibyśmy tutaj wypowiadać się autorytatywnie, natomiast pragniemy zaprezentować swoje w tej kwestii stanowisko i zachęcić do polemiki – jeśli ktoś uważa że nie mamy racji.

Problem a może raczej tragedia Chin polega na tym, że jest to państwo totalitarne i że brak w nim miejsca na poszanowanie człowieka i środowiska. To lapidarne zdanie nie oddaje złożoności problemu ale chcieliśmy zaznaczyć wyraźnie, że mamy świadomość, że tak właśnie jest i potępiamy to. Problem nasz, to jak sobie z tym poradzić – czyli jakie zająć stanowisko względem tego, co się w Chinach dzieje a może bardziej – jak dać temu wyraz. No i teraz wprost – bojkotować czy nie?

{democracy:3}

Sprawa pozornie wydaje się prosta, bo skoro w państwie rządzą źli, to odwróćmy się od nich i wtedy staną się lepsi. To trywialne założenie nie sprawdza się z dwóch powodów – po pierwsze dlatego, że naprawdę trudno jest żyć nie kupując chińskiej produkcji (to nasz problem) a po drugie dlatego, że tak do końca to nie jesteśmy pewni czy Chińczykom żyłoby się lepiej gdyby nie było u nich zachodnich fabryk i kapitału.

Amerykański psycholog, Abraham Harold Maslow, rozwinął teorię hierarchii potrzeb ludzkich, zwaną często Piramidą Maslowa. Dowodzi on, że istnieje sekwencja potrzeb – od najbardziej prymitywnego poziomu potrzeb podstawowych do potrzeb wyższego poziomu, które aktywizują się dopiero po zaspokojeniu niższych.

Czyli mówiąc prościej – dopóki człowiek nie zaspokoi potrzeby najniższych poziomów – fizjologicznych np.: jedzenia, bezpieczeństwa, dopóty będą one dominować nad wszystkimi innymi potrzebami, wypierając je na dalszy plan. Idąc tym tokiem rozumowania można zadać sobie pytanie – czy Chińczyk, który nie ma pracy u amerykańskiego kapitalisty będzie się miał lepiej niż ten który ją ma i zarabia jednak jakieś pieniądze (oby godziwe)? Czy głodny człowiek będzie myślał o wolności? Czy będzie się martwił tym, że może głosować tylko na jedną partię, jeśli nie ma co włożyć do garnka? Idąc dalej, zastanawiamy się, jaka jest alternatywa dla Chińskich dzieci, jeśli nie będą pracowały – często ponad siły – i zarabiały pieniędzy?

Dotychczasowe przykłady ograniczania handlu z państwami totalitarnymi, takimi jak Korea Północna i Kuba pokazują, że mimo rozpadającej się gospodarki, ustroje tam panujące mają się wcale nie gorzej niż w Chinach. Gospodarka Chin, dzięki inwestycjom zewnętrznym rozwija się, dzięki czemu demokracja staje się pojęciem bardziej namacalnym dla Chińczyków a tym samym bliższym i bardziej upragnionym. O ile się nie mylimy, Chiny tak naprawdę nigdy, podobnie do Rosji, nie miały okazji doświadczyć tego ustroju.

Wiele produktów, o których piszemy na ZM prawdopodobnie produkowanych jest w Chinach. Często nawet nie mamy tego świadomości ale nawet jeśli tak – to i tak o nich piszemy. Prosimy – powiedzcie nam jeśli się mylimy, ale wydaje nam się, że bojkot chińskich produktów – nawet na skalę masową – nie polepsza sytuacji statystycznego Chińczyka.

Niewielka fabryczka w Chinach

I na koniec – na powyższych zdjęciach są Chińczycy. Autentyczni pracownicy jednej z tysięcy małych fabryczek. Owoce ich pracy są kupowane (zapewne między innymi) przez Amerykanina, Todd’a Fahrner’a, o którym już na Zielonych Migdałach pisaliśmy. To właśnie silniki i sterowniki do jego genialnego Stokemonkey produkowane są w Chinach. Czy to oznacza, że nie powinno się ich kupować? Jasne, warunki w jakich pracują nie są idealne. Ale pracują. I zarabiają.
A na marginesie, polecam lekturę relacji Todd’a z wizyty w Chinach (po angielsku). Pojechał, bo chciał sprawdzić, czy części do jego konstrukcji produkowane są w godnych warunkach. Bardzo ciekawa lektura.

Zobacz również:

  • Brak powiązanych tematów
-->